26 grudzien

jesli mam przeczucie to tylko w swieta badz przed swietami, ale zawsze ogranicza sie do tego samego. zawsze mam wrazenie ze te swieta beda fatalne i zawsze sie sprawdza moja wrozba. natomiast wczoraj dzien przeszedl samego siebie. juz od rana nie zapowiadal sie rozowo i nic nie szlo po mojej mysli. najpierw przymusowe odwiedziny u ksiedza proboszcza zakonczyl ray charles w samochodzie, z ktorego wysiadajac musialem skosztowac cudownych potraw i to mnie zgubilo jak sie pozniej okazalo. swieta, swieta.. skojarzenie? karp? zakupy? choinka? jesli swieta to zawsze w samochodzie, jesli zakupy to tylko na stacji bp. nawet zyczenia te same: do pelna.
22 grudzien

zaczelo sie, swieta, swieta.. komercyjne stacje rozczulaja mnie, perspektywa jutra przytlacza i w calym tym metliku nawet sasiadka daje sie we znaki. ostatni czas byl okresem zbiegu okolicznosci, dziwnych porankow i dobrych wiadomosci. czuje sie jakbym sie juz ozenil. rozczulaja mnie zabawki choinkowe, dostaje bielizne i winyle, a lampka szampana jest ukoronowaniem moich odczuc. czy to juz? czy od teraz bede gnil i sprzeczal sie z sasiadka? czy sylwester na promie jest juz zbyt egzotyczny? eh.. byle do maja..
5 grudzien
po doznanym szoku i dlugiej walce z samym soba postanowilem dac temu wszystkiemu kres. mokolajowi mowie stop! oto co znajdzie w moim oknie, specjalnie dla niego troche fotoszopa, niech ma za te wszystkie lata, choc koncepcja sie nie zmienila. brak mozliwosci wyjscia z domu zmusil mnie do odgrzania starego szitu.